🎮 Dlaczego Amerykanie Maja Biale Zeby

stomatologia, białe zęby, żółte zęby, jak mieć białe zęby, hollywoodzki uśmiech. Kolor zębów tak naprawdę to jest cecha osobnicza I zależy. Od budowy tkanek zębów ząb zbudowany jest ze szkliwa czyli najstarszej tkanki zęba która. Zewnątrz korony zęba wewnątrz jest zębiniak. Bardziej miękka jest inny stosunek do 3 Zobacz zdjęcia. Amerykanie zdradzili się, że znają prawdę o Smoleńsku? Foto: Ciecierski Pawel / newspix.pl. W marcu Witold Waszczykowski, szef MSZ, ogłosił na łamach tygodnika „wSieci Obamacere-Dlaczego Amerykanie Są Jej Przeciwni-Ja Tu Widzę Same Plusy. Przez ezechiel123456789 8 Maja 2015 w Forum ogólne USA. Dodaj nowy temat; Poprzednia; 1; 2 Jednocześnie Amerykanie nie mają z tego powodu kompleksów uważając, że przesadne spoglądanie w przeszłość odwraca uwagę od tego, co należy zrobić tu i teraz. Spróbujmy zastanowić się jaki wpływ na mentalność ludzi mają te dwa podejścia. Janusz: Amerykanie nie maja zadnego kompleksu z powodu swej krótkiej historii "Każdy uśmiecha się w tym samym języku" mówi stare, angielskie porzekadło. Jeśli lubimy od siebie dbać, piękny, biały uśmiech jest zdecydowanie naszym priorytetem. Amerykanie nie mają takich legend, nie mają takich gwiazd, nie mają takich marzeń. Liczbowo wszystko wygląda OK – w soccera gra ponad 3 mln amerykańskich dzieci, garną się do niego Te napoje i jedzenie sprawiają, że zęby są żółte. Anna Zwolińska. 08 kwietnia 2015, 09:46 · 3 minuty czytania. Każdy kwasowy napój lub jedzenie uszkadza szkliwo, czyli białą Wszystko to dlatego, że największy wpływ na kolor zębów mają uwarunkowania biologiczne. Barwa i odcień uzębienia zależy przede wszystkim od koloru zębiny oraz grubości otaczającego ją szkliwa. Jeśli kolor zębiny jest intensywnie żółty, a szkliwo cienkie, raczej nie możesz liczyć na to, że Twoje zęby będą naturalnie białe. kawa i herbata bez cukru dzialaja przeciwprochniczo-ale jak sie do niej doda cukier miód karmel czekolade melase , soki i syropy owocowe -cos słodkiego -to i duzo kalorii i atak cukru na zeby 61CM. fot. Fotolia Gwiazdy nie urodziły się ze wspaniałymi zębami Gdy oglądamy naszych ulubionych aktorów i aktorki, mamy wrażenie, że są idealni, niemal perfekcyjni. Niestety, to tylko pozory. Wielu z nich, zanim zaczęło karierę w Hollywood, miało nierówne, mało estetycznie wyglądające zęby. Dlaczego teraz olśniewają uśmiechem? To wszystko zasługa stomatologów. Możemy się o tym przekonać, oglądając zdjęcia sprzed lat takich gwiazd jak: Celine Dion, Tom Cruise czy Nicolas Cage. Piękne, białe zęby odejmują lat, dlatego też celebryci niezwykle starannie o nie dbają, odwiedzając w tym celu regularnie gabinety stomatologiczne. Nie ma celebryty, który nie wybielił sobie zębów Metod wybielania zębów jest co najmniej kilkanaście. Niektóre są czasochłonne, jak np. stosowanie wybielających pasków do zębów. Taka terapia zazwyczaj trwa około dwóch tygodni. Ale istnieją też szybsze sposoby, np. zabiegi z wykorzystaniem lampy Zoom 2. Zabieg trwa 45 minut i jest podzielony na trzy 15-minutowe sesje. – Metoda ta przeznaczona jest dla osób, które mają mocne szkliwo. Wybielanie lampą polega na zabezpieczeniu dziąseł i nałożeniu na zęby specjalnego żelu wybielającego, który uaktywnia się pod wpływem światła o określonych parametrach – tłumaczy dr n. med. Mariusz Duda z Duda Clinic Implantologia i Stomatologia Estetyczna w Katowicach. – Efekt jest bardzo szybki, jednak nie u każdego jednakowy. Lampa nie nadaje zębom bieli, ale usuwa przebarwienia z głębi szkliwa i przywraca naturalny kolor, a tym, którzy chcą diametralnie zmienić kolor zębów, zaleca się licówki. Doskonałym przykładem na to, jak szybko można zmienić wygląd swoich zębów, jest aktorka Lindsay Lohan. W 2011 roku zdjęcia jej żółtych zębów obiegły cały świat. Gwiazdka szybko się zreflektowała i już kilka dni po wpadce na czerwonym dywanie zaprezentowała swój śnieżnobiały uśmiech. Również uzębienie Nicolasa Cage’a przeszło jedną z największych metamorfoz. Kiedy zaczynał karierę, jego uśmiech był daleki od ideału. Aktor w końcu postanowił zadbać o zęby. Nosił aparat ortodontyczny i skorzystał z zabiegu wybielania. Wzmacniaj szkliwo i pozbądź się kamienia nazębnego Powierzchniowych osadów i przebarwień na zębach można się pozbyć za pomocą zabiegów higienizacji, czyli scalingu i piaskowania. Takie zabiegi zaleca się osobom, które piją dużo kawy, herbaty oraz palą papierosy. A gwiazd uzależnionych od kofeiny i nikotyny nie brakuje. Dlatego często decydują się na takie zabiegi w gabinetach. – Dzięki temu unikamy przekształcenia nawarstwiających się osadów w kamień nazębny – tłumaczy stomatolog. Zabiegi piaskowania i scalingu można wykonywać co pół roku. Natomiast aby zęby były mocne i odporne na próchnicę, należy je wzmacniać za pomocą fluoryzacji, czyli pokrycia szkliwa preparatem o wysokim stężeniu fluoru. Fluoryzację można powtarzać co pół roku. Zobacz też: Jak wybielić zęby? [video] Diastema – seksowny uśmiech czy źródło kompleksów? Diastema, czyli szpara między zębami, może być seksownym podkreśleniem urody i znakiem charakterystycznym. Tak jest w przypadku Madonny, Vanessy Paradis, czy Seala. Oni nie zdecydowali się na jej zlikwidowanie, bowiem traktują ją jako coś, co ich wyróżnia. Jednak dla innych gwiazd diastema jest źródłem kompleksów. Szpary między górnymi jedynkami pozbył się np. polski aktor Tomasz Karolak. Stosuje się do tego aparaty ortodontyczne lub licówki ceramiczne, które, dopasowane do naturalnych zębów, będą nie do odróżnienia. Implanty są niezastąpione Hollywoodzkie gwiazdy nie mogą pozwolić sobie na ubytki. I to nie tylko ze względu na estetykę, ale również dlatego, że brak nawet pojedynczych zębów trzonowych może mieć wpływ na całość uzębienia. – Zęby sąsiadujące z ubytkiem mają tendencję do przesuwania się, a nawet zapadania w miejsce ubytku, co może prowadzić do wad zgryzu i zaburzenia estetyki uśmiechu – wyjaśnia stomatolog. Najlepszym rozwiązaniem na uzupełnienie ubytków jest wstawienie tytanowych implantów zębów. – Zastępują one utracony korzeń i stanowią podbudowę dla korony, czyli widocznej części zęba. Korony są ściśle dopasowywane do własnych zębów pacjenta, dzięki czemu nowe zęby są nie do odróżnienia od pozostałych – wyjaśnia dr Mariusz Duda. Na wstawienie implantów zdecydował się lider zespołu Aerosmith – Steven Tyler, który przed koncertem w Paragwaju wybił sobie pod prysznicem dwa zęby. Koncertu, który odbył się w następnym dniu po wypadku, nie odwołano, a Tyler zaprezentował się swoim fanom na scenie z nowym uśmiechem i zębami odbudowanymi za pomocą koron, a później osadzonymi na implantach. Zobacz też: Implanty zębów – kiedy można i warto je wszczepiać? [video] Źródło: materiały prasowe Guarana PR/mn Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem! Gość miamoree Gość taka moda bo biale zeby Gość miamoree Gość rerdss Gość mieszkałaś w USA? Gość amacznakkkk88 Gość miamoree Gość ,jfdfjnfd,nmffd Gość jak to w US Gość w Stanach dużo osób Gość w Stanach dużo osób Gość dfdss Gość r5tyur6u Gość dfdss Gość gdy byłam w Stanach widziałam Gość ja się wziełam za zęby Gość sdjdhjsjds Gość , nigdy nie bede miec usmiec Gość ja się wziełam za zęby Gość ja się wziełam za zęby Gość kijuki Gość tez sie z mezem zbralismy za Gość Inny świat Gość weronika rosati Współczesne media przyzwyczaiły nas do tego, że nawet najpoważniejsze informacje czy zniuansowana polityka międzynarodowa mogą być sprzedawane w formie rozrywki. Ta idea kryje się pod anglojęzycznym terminem „infotainment" (skrzyżowanie information oraz entertainment, czyli wiadomości i rozrywki). Afera wokół amerykańskiej komedii, której głównym wątkiem jest zabójstwo przywódcy Korei Północnej inicjowane przez CIA, pokazuje, że jesteśmy już krok dalej. Rozrywkowa jest nie tylko forma informacji, ale także sama ich treść. Trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z precyzyjnie wyreżyserowaną kampanią promocyjną, a głos w sprawie komediowego filmu zabierają światowi politycy z Barackiem Obamą na czele. Zemsta będzie okrutna Warto odtworzyć zdarzenia wokół „The Interview" (polski tytuł „Wywiad ze Słońcem Narodu"), które w ostatnich tygodniach eskalowały do niewyobrażalnych rozmiarów. Zaczęło się od tego, że dwóch naczelnych wesołków Hollywood Seth Rogen i James Franco stworzyło komedię o amerykańskich dziennikarzach, którym CIA zleciło zabicie dyktatora Korei Północnej podczas przeprowadzania ekskluzywnego wywiadu dla amerykańskiej telewizji. W czerwcu 2014 r. agencja informacyjna Korei Północnej wydała oświadczenie potępiające produkcję. Zostało ono wkrótce powtórzone na forum ONZ i w liście protestacyjnym do Baracka Obamy. Północnokoreańskie władze groziły, że ich odpowiedź na dystrybucję filmu będzie „okrutna i bezlitosna". W listopadzie tajemniczy hakerzy pod nazwą Strażnicy Pokoju wdarli się na serwery korporacji Sony (producenta filmu) i zainfekowali je wirusem kradnącym dane i niszczącym oryginalne pliki na jej dyskach. Skradzione informacje były następnie stopniowo udostępniane w sieci i przysporzyły koncernowi wiele kłopotów. Upubliczniono korespondencję prezesów Sony, którzy nabijali się z Angeliny Jolie („zepsuty bachor bez talentu") oraz Baracka Obamy (żartowali, że jego ulubione filmy to historie niewolników: „Django", „Zniewolony" i „Kamerdyner") i narzekali, że Steven Spielberg wciąż wyciąga od nich pieniądze na kampanię polityczną Hillary Clinton. Jakby tego było mało, wyciekły również umowy i wrażliwe dane ludzi związanych z korporacją, wśród nich listy płac oraz numery kont znanych gwiazd ( Toma Hanksa, Brada Pitta, Sylvestra Stallone'a). Jednocześnie hakerzy sugerowali, że jeśli dojdzie do premiery filmu, to nie powstrzymają się przed zamachami terrorystycznymi na kina i multipleksy. Dystrybutorzy potraktowali te groźby serio i zaczęli się masowo wycofywać z rozpowszechniania kinowego „The Interview", wskutek czego Sony obwieściło, że jest zmuszone wstrzymać premierę. Na dodatek FBI potwierdziło domysły, że za hakerami stoją służby specjalne Korei Północnej. Patowa i nieco surrealistyczna sytuacja zaczęła uwierać amerykańskie poczucie dumy i przed bożonarodzeniowymi świętami głos w sprawie zabrał sam Barack Obama, stając się kolejnym uczestnikiem całej tej międzynarodowej komedii. Amerykański prezydent stwierdził, że Sony popełniło błąd, wycofując film z dystrybucji, i dodał: „Nie możemy pozwolić, by na nasze życie społeczne wpływał dyktator z jakiegoś kraju i cenzurował nam filmy. Jeżeli ktoś nam grozi z powodu filmu komediowego, który mu się nie spodobał, to co będzie, gdy zobaczy film dokumentalny albo wiadomości telewizyjne, które również nie będą mu w smak? Albo jeśli, co gorsza, producenci filmowi i dystrybutorzy sami zaczną cenzurować swoje utwory, żeby przypadkiem nie urazić jakiegoś dyktatora... Ameryka tak nie postępuje". Kilka dni później Korea Północna straciła na 24 godziny dostęp do internetu, o co jej władze oskarżyły oczywiście Stany Zjednoczone, a w oficjalnym oświadczeniu Baracka Obamę nazwały małpą. Po wystąpieniu prezydenta uderzającym w czułe amerykańskie nuty – wolność słowa i zawoalowany imperializm – film trafił 24 grudnia do kinowej dystrybucji, choć w okrojonym zakresie, bo tylko do 331 kin w USA. Ponadto Sony udostępniło obraz za niewielką opłatą w licznych internetowych kanałach dostępu. Polska data premiery jest nieznana, ale film bez przeszkód można obejrzeć legalnie w internecie. Przez pierwsze cztery dni „Wywiad ze Słońcem Narodu" zarobił w samej sieci 15 milionów dolarów. Jego budżet wynosił 90 milionów dolarów (44 miliony to koszty produkcji, a drugie tyle pochłonęła promocja), więc można przypuszczać, że koszty obrazu się zwrócą, i to z nawiązką. Zwłaszcza że film otrzymał bezprecedensową kampanię promocyjną. Nie była ona tak zupełnie darmowa, jak chcieliby niektórzy komentatorzy, bo jednak wizerunek Sony mocno ucierpiał na całej awanturze. Mimo to Seth Rogen i James Franco triumfują i mogą mieć powody do radości, bo rzeczywistość dopisała do ich satyrycznej komedii równie śmieszny i absurdalny sequel, w którym trudno odróżnić fakty od fikcji. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Internet kocha Kima To, że powstała komedia o Kim Dzong Unie, nie jest wydarzeniem niespodziewanym. Od kilku lat przywódca komunistycznej Korei, a wcześniej jego ojciec są „ulubieńcami" internetowych żartownisiów. Na temat Kimów i rządzonego przez nich państwa powstały niezliczone ilości rysunkowych memów i parodystycznych filmików. Nasiliło się to zwłaszcza po śmierci Kim Dzong Ila w 2011 r., po której Koreańczycy z północy płakali na publicznych apelach i z żalu wyrywali sobie włosy. Na ile były to prawdziwe łzy po stracie przywódcy, a na ile łzy strachu, mogą powiedzieć tylko ci, którzy takiego terroru doświadczyli. Zachodnie media jednak z upodobaniem te obrazki pokazywały, a internauci z właściwą sobie delikatnością wyszydzali. Nowy władca – Kim Dzong Un, okazał się jednak jeszcze wdzięczniejszym obiektem żartów niż jego ojciec. Wystarczy w wyszukiwarce obrazów Google wpisać jego imię, by wyskoczyły dziesiątki satyrycznych fotomontaży i memów, których twórcy nabijają się z wyglądu, intelektu i zwyczajów tego polityka, ale także z poziomu rozwoju Korei Północnej, co może przypominać polskie dowcipy o „radzieckiej myśli technicznej". W języku sieci powiedzielibyśmy, że Kim jest królem internetów albo że wygrał internety. Amerykańscy internauci szybko nazwali dyktatora Lil' Kimem (Małym Kimem), tak samo jak raperkę Kimberly Jones, od lat występującą pod takim pseudonimem. Dodatkowym paliwem tych żartów stał się niezwykle popularny teledysk „Gangnam Style" w wykonaniu południowokoreańskiego piosenkarza pop o przydomku PSY. Od razu zaczęły się pojawiać przeróbki, w których to Kim Dzong Un śpiewa i tańczy w rytm tej piosenki, zwłaszcza że dyktator i muzyk na pierwszy rzut oka mogą się wydać podobni. W tym kontekście filmowa komedia o otyłym azjatyckim satrapie, który jest megalomanem, niebezpiecznym terrorystą i rozpieszczonym dzieciakiem w jednym, była tylko kwestią czasu. Scenarzyści „The Interview" Seth Rogen i Evan Goldberg przyszli niemal na gotowe. Ciekawe, że powstał film, który niekoniecznie jest karykaturą północnokoreańskiego reżimu, a raczej satyrą na zachodnie media i stan umysłu Amerykanów. Głównymi bohaterami „The Interview" są telewizyjny gwiazdor Dave Skylark (James Franco) i jego producent Aaron Rapaport (Seth Rogen). Razem tworzą popularny talk-show, jakich mnóstwo w każdej (również polskiej) telewizji, gdzie tradycyjne wiadomości mieszają się z plotkami ze świata show-biznesu. Skylark z empatią wysłuchuje intymnych zwierzeń gwiazd, by za moment z uśmiechem na ustach omawiać koncert popowej artystki, która włożyła na występ zbyt skromną bieliznę. James Franco w tej roli szarżuje, kreśląc postać telewizyjnego gwiazdora bardzo grubą kreską. Od pierwszej sceny widać, że to ostra satyra. Wszystko jest wyolbrzymione, ale znowu nie tak bardzo, bo przecież poplątanie tematyczne obserwujemy na co dzień i w Polsce. Awantura w Sejmie, związki partnerskie, chorobliwa otyłość aktora, protesty wyborcze, wulgarny wpis na Twitterze, podsłuchy na obiedzie szefa MSW i choroba celebryty – wszystko wymieszane w medialnej pralce i demokratycznie zrównane w hierarchii ważności. Skylark w swojej pracy czuje się znakomicie, w przeciwieństwie do swojego partnera, którego gra Seth Rogen. Producent Rapaport ma wyrzuty sumienia, że wytwarza towar niskiej jakości. Niegdyś był poważanym dziennikarzem, a skończył jako asystent infantylnego showmana w plotkarskim programie udającym coś większego. Odmianę na lepsze, czyli powrót do „poważnego" dziennikarstwa, Rapaport dostrzega w pomyśle Skylarka, by przeprowadzić wywiad z Kim Dzong Unem, który po raz kolejny straszy Amerykę atakami rakietowymi. Wywiad ten może dojść do skutku, dlatego że Kim jest miłośnikiem amerykańskiej kultury popularnej, co zresztą stanowi fakt nie tylko filmowy, ale też rzeczywisty. Północnokoreański dyktator, który uczył się w szwajcarskich szkołach, bardzo lubi amerykańską koszykówkę i kino akcji. Filmowy dyktator jest wielkim miłośnikiem programu Skylarka. Film Rogena i Franco niekoniecznie jest karykaturą północnokoreańskiego reżimu. To raczej satyra na zachodnie media i stan umysłu Amerykanów Kiedy o planowanym wywiadzie dowiaduje się opinia publiczna, do Skylarka i Rapaporta przychodzi para agentów CIA, by złożyć im propozycję nie do odrzucenia. W trakcie swojej podróży do Korei Północnej mają otruć dyktatora, co spowodowałoby przewrót w komunistycznym kraju. Królowie komedii Nietrudno się domyślić, że ich wyjazd przerodzi się w popis amerykańskiej głupoty i dezynwoltury. Skylark zaskakująco dobrze bawi się w towarzystwie Kima. Jeżdżą razem czołgiem, strzelając z działa w co popadnie, słuchają amerykańskiego popu i piją na umór w towarzystwie pięknych dziewczyn. Prawie jak w teledysku „Gangnam Style". Po wspólnych balangach Skylark jest niemal przekonany o tym, że Kim, zgodnie z północnokoreańską propagandą, jest ofiarą imperialistycznej nienawiści. W tym samym czasie Rapaport nawiązuje romans z piękną Koreanką trzęsącą reżimowym wojskiem i aparatem bezpieczeństwa. Całość kończy się widowiskową śmiercią dyktatora (ponoć złagodzoną po interwencji japońskiego szefa Sony) i ucieczką dziennikarzy z półwyspu w rytm wolnościowego szlagieru „Wind of Change" grupy Scorpions. Trudno powiedzieć, czy większymi ignorantami w filmie są postacie Koreańczyków czy Amerykanów. Być może ta dwuznaczność sprawiła, że w Stanach Zjednoczonych film otrzymał mało pochlebne recenzje. 32-letni Rogen i 36-letni Franco nie tylko zagrali w filmie, ale też to oni go stworzyli. Rogen odpowiada za scenariusz i reżyserię, a Franco jest jego producentem wykonawczym. Warto dodać, że para przyjaźni się od czasów młodości, kiedy wspólnie zaczynali karierę w branży filmowej. Zadebiutowali jednocześnie pod koniec lat 90. w komediowym serialu młodzieżowym „Freaks and Geeks" emitowanym w Telewizji Polskiej pod tytułem „Luzaki i kujony". Do serialu zaangażował ich Judd Apatow, wtedy młody twórca z komediowym zacięciem, a obecnie niekwestionowany król amerykańskiej komedii stojący za największymi hitami komediowymi ostatnich lat. Wśród nich są „40-letni prawiczek", „Chłopaki też płaczą", „Supersamiec", i hipstersko-feministyczny serial HBO „Dziewczyny". Apatow poprowadził karierę Setha Rogena, który dziś wyrasta na postać równie wpływową co jego mistrz. Z kolei James Franco pochodzi z aktorskiej rodziny. Ma na koncie role w wielkich superprodukcjach („Spiderman" i „Geneza planety małp"), ale również może się pochwalić kreacjami u takich twórców, jak Danny Boyle („127 godzin") czy Gus Van Sant („Obywatel Milk"). Ponadto maluje, pisze, tworzy muzykę i kręci niskobudżetowe filmy, z którymi jest zapraszany na międzynarodowe festiwale, do Berlina i Wenecji, choć krytycy wciąż mają spore wątpliwości co do jego talentu. W dodatku Franco ma skłonność do kontrowersji, przez co wzbudza zainteresowanie kolorowych gazet i plotkarskich portali. Pozuje na ambitnego i wszechstronnego twórcę po studiach na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Jednocześnie po internecie krążą fotografie pokazujące, jak śpi podczas uniwersyteckich wykładów, a także fragmenty jego korespondencji z nastoletnimi fankami, gdzie wypytuje, czy się z nim umówią i czy na pewno skończyły 18 lat. Taki oto duet artystów wywołał międzynarodowy skandal, wkurzył azjatyckiego władcę, zmusił do reakcji samego Obamę i przeprowadził jedną z najgłośniejszych, a jednocześnie najbardziej surrealistycznych kampanii reklamowych w historii popkultury. Pomieszanie porządków Wcześniejsze wspólne projekty Rogena i Franco to popularne komedie „Boski Chillout" (2008) i „To już jest koniec" (2014). Pierwsza opowiadała o niecodziennej przygodzie sądowego kuriera uzależnionego od marihuany i jego dilera, w której trudno było odróżnić prawdziwą historię od narkotycznego odlotu bohaterów. Druga to satyra na Hollywood, w której grupę aktorów podczas mocno zakrapianej imprezy w luksusowej dzielnicy Los Angeles zastaje koniec świata. Celebryci zamykają się w willi na cztery spusty i zastanawiają, co mają dalej zrobić. Obie komedie są zabawne o tyle, o ile ktoś wytrzyma solidną dawkę grubych żartów z rejestru seksualnego bądź skatologicznego. W „The Interview" również ich nie brakuje – jednym z powtarzających się dowcipów jest krążąca pogłoska, że Kim Dzong Un nie musi się załatwiać, bo tyle pracuje, że cała jego energia spala pokarm wewnątrz organizmu. Wbrew licznym krytycznym opiniom nie jest to film dużo gorszy od pozostałych dokonań jego twórców. Przede wszystkim należy pamiętać, że poczucie humoru Setha Rogena i Jamesa Franco nie jest wyrafinowane ani inteligenckie. Fani Woody'ego Allena rzeczywiście mogą mieć problem z komediami typu „Boski Chillout". Bliżej tym obrazom do obscenicznych i groteskowych komedii ludowych, które również mają bogatą tradycję w historii kultury, chociaż nieco wstydliwie wypieraną przez inteligenckie wzorce. Dla przykładu warto przypomnieć XVI-wieczny utwór „Gargantua i Pantagruel" Franciszka Rebelais'go, w którym nie brakuje wulgaryzmów i obsceny, podobnie jak choćby w antycznych komediach Arystofanesa. Nie piszę tego po to, by dowartościowywać tego typu komedie, ale by zaznaczyć, że takie poczucie humoru nie jest wyłączną domeną amerykańskich komików i nie zrodziło się w XX wieku. Wskutek politycznej burzy medialne autorytety i serwisy niezajmujące się na co dzień rozrywką, dotychczas ignorujące produkcje typu „Wywiad ze Słońcem Narodu " i „To już jest koniec", nagle poczuły się w obowiązku zrecenzować film Rogena i Franco. Teraz demonstrują swoje rozczarowanie: jak to? Tutaj się broni amerykańskiej demokracji, wolności i pokoju na świecie, a tam roi się od żartów na temat przyrodzenia i złośliwości pod adresem Ameryki? Można odnieść wrażenie, że krytyka „The Interview" wynika z pomylenia porządków: tego, z jakiego ten film się wywodzi, oraz tego, w którym chcieliby go umieścić komentatorzy. Komicy mogą kpić z totalitarnych reżimów, amerykańskiej mentalności, wąskich horyzontów swoich rodaków, żenującego poziomu mediów i mitu światowego policjanta. Ale politolodzy, socjolodzy i komentatorzy polityczni recenzujący filmową komedię tworzą do niej tylko groteskowe post scriptum.

dlaczego amerykanie maja biale zeby